Święta
Kiedy wreszcie obrażona Wioleta poszła sobie w drugą stronę mogliśmy spokojnie porozmawiać. Przecież nie wiedzieliśmy co ze świętami. Nie było okazji porozmawiać o ślubie. O załatwianiu tego wszystkiego. Teraz wreszcie znaleźliśmy chwilkę. To co robimy ze świętami? Jak to organizujemy? W sumie zrobił się to dylemat. Ale ja miałam pomysł jak go rozwiązać. Doszliśmy zgodnie do wniosku, że skoro nie jesteśmy jeszcze małżeństwem, to Wigilię, każde z nas spędza u siebie w domu. A po Wigilii Marcin wpadnie na chwilę do mnie. Później podskoczymy na chwilę do Marcina rodziców i razem pojedziemy na pasterkę. A później wrócimy do swojego mieszkania. I później w obydwa dni świąt po trochę u jednych i u drugich rodziców. I będzie super. Nikt nie będzie pokrzywdzony. Także tą sprawę mieliśmy obgadaną. Oboje tak myśleliśmy więc obyło się bez żadnych sprzeczek i kłótni. Marcin wziął olejek i zaczął smarować mi plecy. Nie powiem, żeby mi się to nie podobało. Uśmiechnęła się do niego czule. I nagle usłyszałam ten cudowny, landrynkowaty głos.